Kosmetyczne nowości od Wet n Wild

Cześć Kochani! Dzisiaj pościk o nowościach kosmetycznych, czyli jak się pewnie domyślacie, kierowany głównie do Pań. Ostatnio dzięki uprzejmości marki Wet n Wild mamy okazję wraz z Little Crumb testować nowe kosmetyki z portfolio firmy. Szczerze mówiać, już wcześniej znałyśmy się z marką, głównie z półki drogeryjnej. Kosmetyki, które znajdziecie w poście również z łatwością odnajdziecie w drogeriach, są już dostępne wszędzie, gdzie dotychczas marka prowadziła dystrybucję. 


Otrzymałyśmy dwa różne zestawy, a więc co za tym idzie, mamy duuużo nowości do testów i zarekomendowania Wam :) 


W pierwszym zestawie - Ani - znalazł się tusz, paletka cieni, baza właśnie pod cienie oraz płynny rozświetlacz. Maskara, którą obie testujemy, to dokładniej Lash Renegade Mascara. Producent określa go jako naprawdę MAGICZNY produkt, bo posiada wszystkie najważniejsze funkcję - pogrubia, wydłuża i podkręca rzęsy. Marzenie, prawda?

Ale zacznijmy od początku, już samo opakowanie i design produktu jest naprawdę genialny. Moim zdaniem to mega ważne, by produkt przyciągał uwagę już na sklepowej półce. Umówmy się, w drogerii znajdziemy mnóstwo maskar w zbliżonych cenach. Jeśli wszystkie wyglądają tak samo, nic, zupełnie nic nie zachęci nas, byśmy choć na chwilę zatrzymały się i zainteresowały właśnie TYM produktem. Z ciekawości odwiedziłam drogerię i intuicja mnie nie myliła. Obok tej maskary nie da się przejść obojętnie. Opakowanie naprawdę robi wrażenie. Drugą, bardzo istotną rzeczą jest rodzaj szczoteczki. Ja zazwyczaj sięgam po te klasyczne, grube szczoty, które sprawiają, że rzęsy nabierają objętości. W tej maskarze szczoteczka jest silikonowa. Jednak dzięki tego typu aplikacji rzęsy są maksymalnie wydłużone i rozczesane. Nie ma tutaj mowy o żadnym sklejeniu. Więc pierwszy warunek mamy spełniony. Rzęsy są także zagęszczone, objętość zdecydowanie się poprawia. Nie zauważyłam jednak znaczącego podkręcenia, ale może to być wina rodzaju moich rzęs. Są one proste i krótkie, więc nawet  z użyciem zalotki naprawdę ciężko o podkręcenie.


Drugi produkt to istna perełka - rozświetlacz w płynie MegaGlo Hello Halo Liquid Highlighter. Jeśli mamy tu amatorki takiego właśnie rodzaju aplikacji, będziecie nim zachwycone. Posiada standardowy aplikator, jak np korektor. Można z łatwością nałożyć go punktowo, a następnie rozetrzeć gąbeczką. Nie ma także problemu ze stopniowaniem efektu rozświetlania. Jeśli chcemy uzyskać mocniejsze rezultaty, można po prostu odrobinę go "dobudować". To ogromna zaleta produktów w płynie. Jest mega trwały, utrzymuje się cały dzień. Jeśli chodzi o jego odcień, Ania określiła go "szampańskim" na granicy złota i różu. Cudowny! 


W zestawie znalazła się również paletka cieni i baza. Baza pod cienie sprawdza się naprawdę super. Z łatwością się rozprowadza, utrzymuje cienie cały dzień w jednym miejscu i co najważniejsze, nie roluje się. Cienie super z nią współpracują. W paletce znajdują się zarówno cienie matowe jak i błyszczące. Sprawdzi się ona do wykonania prostego, dziennego makijażu. Cień EYELID można nałożyć na całą powiekę, co rozświetli makijaż, optycznie powiększy oko i w kilka chwil wykonamy całą robotę. Zachwycił nas też odcień BROWNBON, które przepięknie rozjaśnia wewnętrzny kącik oka. Można użyć go również do rozświetlenia linii pod brwiami. Bosko! :)


A tu już mój zestaw i oprócz tuszu, który znalazł się w obu, mam paletkę cieni, trochę większą i w jesiennych barwach, podkład i pomadkę. O podkładzie niestety na razie nie mogę powiedzieć Wam nic. Kolor okazał się totalnie nie dla mnie, jest mega ciepły, wpada w tony pomarańczowe. Jeśli śledzicie mnie już jakiś czas lub znacie osobiście, wiecie, że o tej porze roku jestem megaaa biała. Dosłownie. Jak mąka. Posiadam jasną karnacje, a ciemne włosy dodatkowo potęgują ten efekt. Tak więc na razie odkładam na półkę, pewnie wypróbuję przy przyszłorocznej wyprawie na Jamajkę! ;)



Pomadka Megalast Liquid Catsuit to przepiękny mat. Co najważniejsze, nie klei się, ale nie pozostawia też ust suchych. Utrzymywała się cały dzień, co więcej, ciężko było jej się pozbyć specyfikami do demakijażu. Jest nie do zdarcia. Ale to duża zaleta, jeśli np planujemy bardzo intensywny dzień i nie chcemy przejmować się tym, czy pomadka przypadkiem się " nie zjadła ". Jej odcień to dosłownie kawa z mlekiem, świetny na tę porę roku. Jeśli rozglądacie się za fajnym nudziakiem i matem to naprawdę polecam. Sama z pewnością kupię jeszcze kilka odcieni tej pomadki.


Jeśli chodzi o tą paletkę - Icon 10 Pan Eyeshadow - doczekaliśmy się nowych kolorków! Z tego co widzę, nie ma ich jeszcze na oficjalnej stronie marki. Ta, która testuję, to numer 759 Comfort Zone. Prawdę mówiąc, te 10 cieni to wszystko, czego mi potrzeba, by wykonać fajny, prosty makijaż, np. w podróży. Znajdziecie w niej 2 podstawowe, matowe cienie, które mogą być świetną bazą pod każdy rodzaj makijażu oraz 8 błyskotek. Szczególnie te zielenie skradły moje serce. Idealne na jesień!  Super, że te błyszczące cienie można nałożyć palcem! Paletka jest więc mega kompaktowa i praktyczna, w sam raz do torebki :) Pigmentacja jest zadowalająca, z cieniami pracuje się z łatwością, pięknie się rozcierają. Trzymały się cały wieczór :)




A czy Wy znacie te nowości od Wet n Wild? Jeśli jeszcze ich nie testowaliście, to zdecydowanie warto. Są bardzo łatwo dostępne, ich cena jest naprawdę niska. Z tego co się orientowałam np. w drogerii Natura, jest to od kilkunastu do max 60 zł za produkt. Za taką cenę warto sprawdzić i wybrać coś dla siebie. Może któryś z tych produktów okaże się ulubieńcem w Waszej kosmetyczce :)

Teddy Bear

Komentarze

  1. Znam tylko eyeliner bo stosuję go na co dzień i jeszcze mnie nie zawiódł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne kosmetyki :)

    Zapraszam https://ispossiblee.blogspot.com/2018/11/babyonlinewholesale-w-poszukiwaniu.html

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza